Nie. Ja po prostu za mało liczę.
Dla przykładu: gdybym wiedział dokładnie ile rzeczy będę potrzebował do tych rozgłośni, to prawdopodobnie odwaga by mnie opuściła i nawet bym nie zaczął.
Bo po kolei okazywało się, że potrzebuję tak: mikser, dwa mikrofony, statyw, aparat z funckją kamery (a najlepiej kamerę), dyktafon. To wszystko już na szczęście miałem. Ale nie miałem dwóch lamp fotograficznych z dyfuzorem, żarówek o temperaturze 6500K, tła do efektów chroma-key i stojaka na tło. Dalej, potrzebne są przecież: szablony i loga pod nowe strony internetowe, zestaw dżingli do audycji, podkłady, domeny, hosting na jakimś większym serwerze, streaming audio i video - o całym oprogramowaniu już nie mówiąc. Na koniec okazało się, że potrzebne są rzeczy związane z PR: wizytówki, koperty, papier, tusz do drukarki, legitymacje prasowe, ulotki informacyjne i kilka innych drobiazgów (z których większość Becia załatwiła po cichu w pracy).
Oczywiście, kiedy zdecydowałem zostawić przyjemną i dobrze płatną pracę programisty i zająć się zamiast tego gadaniem, graniem i śpiewaniem, nie wiedziałem o tym jakie są koszty tego nowego fascynujące stylu życia. Miałem oczywiście blade pojęcie - ale to pojęcie okazało się bardzo blade, a ja też jestem coraz bledszy, kiedy o tym wszystkim myślę.
Ale nic to! Bo to, co najważniejsze mam - komputer, mikrofon i dyktafon. Z resztą sobie poradzę. Póki jest do czego gadać i czym wysłać to w świat, nie ma się co przejmować. Amen.
I tak sobie właśnie myślałem - póki nie zgubiłem dyktafonu.
Kiedy człowiek się przyzwyczaja do czegoś, co ma na codzień, nie wie jak bardzo tego potrzebuje. Aż do momentu kiedy to straci. I ja właśnie straciłem i dopiero teraz wiem.
Bo jak teraz robić relacje z koncertów? Jak nagrywać wywiady? Jak zbierać informacje z terenu?
Nie, tak być nie będzie - jak mawiał Ferdynand Kiepski. Mogę się obyć bez większości tych rzeczy, które normalne studio nagrań ma. Ale bez dobrego dyktafonu się nie obędę.
Z wielkim trudem pokonałem własną sknerowatość, zwalczyłem poczucie bezpieczeństwa finansowego, zmasakrowałem swój budżet doszczętnie i kupiłem coś, co powinienem mieć od początku bycia podcasterem - porządny rejestrator dźwięku. Zoom H2.
Czym się różni rejestrator od dyktafonu?
Tym, czym maluch od samochodu dostawczego. Jednorazowo i jednym i drugim można zrobić przeprowadzkę, ale na dłuższą metę tylko jedno się do tego nadaje.
Zoom H2 ma cztery mikrofony kierunkowe, czterościeżkowe nagrywanie i nagrywa bezstratnie, bez kompresji na kartach SD. Ale największa różnica to jakość dźwięku. Ale co wam będę mówił - usłyszycie sami w nagraniach.
Główną wadą tego urządzenia jest to, że jest pierońsko drogie - jak na moje obecne możliwości. Co wam będę mówił: poszedł na to miesięczny czynsz. Ale postanowiłem zaryzykować. Bo wierzę, że się uda. Wierzę, że Kontestacja będzie promować wolność wśród Polaków przez długie lata, a Odwyk będzie podnosił wiedzę o Biblii.
Cortez, podbił imperium Azteków, po wyklądowaniu na brzegu Ameryki w 1519 spalił własne okręty. Ludzie mają znacznie lepszą motywację, kiedy nie obracają się za siebie. Jezus powiedział kiedyś "żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego". I ja miałem wybór tego typu: albo kupić to, co niezbędne żeby iść na przód, albo się cofnąć.
No więc mam co trzeba. Od września zaczynam. Odtąd będzie: www.odwyk.com, www.kontestacja.com i piosenki. Kiedy zaczynałem bawić się w podcasting, nie spodziewałem się, że hobby się zmieni w moją podstawową działalność. Ale kolejny raz się okazało, że dla tych, którzy chcą ryzykować - życie jest jak książka przygodowa.
I na pewno nie jest szare.
Zorganizowaliśmy dwa sposoby na sfinansowanie zakupu rejestratora (którym już nagrywam na wyjeździe w Anglii):
1. Dzięki dawcom! To oni finansują to co robię - http://dawcy.martinlechowicz.com
2. Dzięki specjalnie zorganizowanym aukcjom, z których 100 proc. dochodu przeznaczone jest na sfinansowanie zakupu rejestratora - http://www.martinlechowicz.com/index.php?page=allegro
To dzięki wam mogę tworzyć i dziękuję wam za to!