Kup płytę!
Kup płytę!
Login:
Hasło:

Rejestracja    Nie pamiętam



Kupiłeś płytę i masz kartę z kodem?
NOWA PŁYTA


     

      Inne moje piosenki







  W tym miesiącu bard tworzy dzięki:

  Aliktus - 10.00
  Arab z Gdańska - 15.00

  A w poprzednim tworzył dzięki:

  Krzysztof z Bielska-Białej vel ByteEater - 42.99
  Sosna - 20.00
  Tomasz K. - 100.00
  bo nie wysiadłem z samochodu - 15.00
  Aliktus - 10.00



Nie daj umrzeć bardom XXI wieku
Wrzuć do kapelusza


      Martin wydał książkę!

  • "Teoria Portali" to powieść fantastyczna, z której dowiesz się czego dowodzi Teoria Teorii Łańcuchowych, dlaczego upadła Atlantyda, kto walczył w wojnach odbytowych oraz dlaczego Bóg stworzył wszechświat.

  • Jeżeli lubisz się pośmiać, masz dystans i wyobraźnię, jeśli brakuje ci humoru Douglasa Adamsa i jeżeli podobały ci się piosenki Martina - to nie ma siły: "Teoria Portali" musi ci się spodobać!

  • Więcej na www.teoria.pl...



      Ostatnio na forum nieprofesjonalistów




Nasz GG-bot: 9431364
Wypróbuj!





  Blog | O nas | Koncerty | Piosenki | Dzwonki | SKLEP

 

Wiwat król - Tusk I Łaskawy!
Martin

Stało się - oto sam premier Donald Tusk napisał do mnie list! Ja, zwykły internauta, czuję się zaszczycony. Też powinieneś poczuć się zaszczycony, bo Pan Premier napisał i do ciebie.

Na stronie www.premier.gov.pl 26 stycznia 2010 znalazł się wpis pod tytułem "List premiera do Internautów", który zaczyna się tak: "Moi Drodzy! Fakt, że tak wielu z Was zdecydowało się zabrać głos w sprawie ustawy wprowadzającej rejestr stron niedozwolonych to znak, że trzeba się spotkać i porozmawiać na ten temat".

Nie, panie premierze. To znak, że wprowadzając swój pomysł na cenzurę w internecie zignorował pan nas wszystkich do tego stopnia, że nie mogliśmy już siedzieć cicho. To, co nazywa się eufemistycznie "Rejestr Stron Niedozwolonych" to w istocie zwykła, bezczelna cenzura.

Blokowanie domen z powodu "bezpieczeństwa" to w rzeczywistości zamykanie gęby każdemu, kto nie idzie po linii programowej państwa. A jako, że linia programowa partii zmienną jest, zakres wolności będzie się zmieniać i pogłębiać: dziś hazard to zuo, jutro tekst Koranu to może być zuo albo picie kawy, albo krytykowanie Unii Europejskiej - kto wie? Kto mi da gwarancję, że za miesiąc strona, na którą czasem wchodzę nie znajdzie się w Rejestrze Stron Zakazanych? A to ja, a nie urzędnik powinienem mieć wybór na jaką stronę wchodzę!

Dlatego ostro sprzeciwiamy się cenzurowaniu internetu. Dlatego demonstrujemy. Dlatego ja osobiście śpiewam piosenkę na YouTube, w której dziękuję panu premierowi za nakładanie nam kagańca jak psom.

Tym bardziej mi miło, że w końcu pan premier raczył zauważyć, że istniejemy i potrafimy nie tylko grzecznie potakiwać, ale mamy też własne zdanie na różne tematy. Gdyby pan premier nas słuchał, to nie musiałby teraz pisać listu, w którym udaje, że bardzo go nasze zdanie interesuje:

"Uważnie śledzę Wasze opinie, komentarze, pytania i wątpliwości. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie."

Akurat! Nie wiem jak reszta internetu, ale ja mam serdecznie dość bycia traktowanym jak dziecko, którym rząd niczym dobra mamusia musi się opiekować. Jeżeli pan premier nie zrozumiał ironii w mojej ostatniej piosence, to może trzeba mu wszystko dosadniej wytłumaczyć?

Panie premierze: my nie chcemy dyskutować nad zmianami w ustawie ograniczającej naszą wolność.

My żądamy, żeby pan tę ustawę potargał i wrzucił do kosza!

Bo my nie jesteśmy służącymi na folwarku pana premiera - to pan premier jest na służbie u nas! My nie chcemy ograniczania naszej wolności - i koniec dyskusji! Sami sobie będziemy wybierać czy wchodzimy na strony z hazardem czy z tekstem Koranu, z instrukcjami jak zrobić petardę czy też grą w kulki. A jak ktoś z nas ma upodobania sado-maso, to też sobie takie strony znajdzie -i to naprawdę nie jest interes żadnego urzędnika.

Nie pan nam będzie mówił czy mamy grać w Simsy czy w Counter-Strike'a!

Wydawało mi się, że przesłanie internautów jest proste. Do pana Tuska to jednak nie dociera. Może ma problemy z logiką? "Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywania Internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci" - napisał.

To tak jakby powiedzieć córce: "kiedy każę ci wracać do domu przed ósmą, to moją intencją wcale nie jest ograniczanie twojej wolności". Może i nie jest - ale to przecież jest ograniczanie wolności!

Tak samo jak stworzenie Rejestru Stron Zakazanych jest ograniczaniem wolności w sieci, niezależnie od intencji. Nie mówiąc już o tym, że trzeba być kompletnym ignorantem, żeby wierzyć, że da się ustawą zapobiec wykorzystywaniu Internetu do wszystkiego, do czego tylko ludzie zechcą go wykorzystywać. Sama konstrukcja internetu uniemożliwa jego skuteczną kontrolę. Dlatego ustawa jest nie tylko zła, ale i głupia.

"Spróbujmy to razem pogodzić. W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przyszłym tygodniu" - pisze na koniec premier.

Podsumujmy: chce pan nam zaproponować, żebyśmy pogodzili złą i głupią ustawę, której nie chcemy i która będzie zupełnie nieskuteczna... z czym dokładnie? Na czym ma polegać ten kompromis? Że my damy sobie odebrać wolność, a zamian za to pan nam odbierze jej mniej, niż zamierzał???

Wyobraź sobie, że złodziej napada cię na ulicy i proponuje, że zabierze ci 500 złotych. A gdy ty zaczynasz się bronić swojej własności, on mięknie i proponuje ci... debatę! Na której to wspólnie ustalacie, ile ci zabierze...

Czy to nie absurd?

Ale tutaj mamy sytuację jeszcze absurdalniejszą! Bo to nie jakiś nieznany ci złodziej chce zabrać ci twoją własność, ale urzędnik, którego ty sam wybrałeś, i który przed tobą odpowiada i ma służyć twoim interesom! Usiłuje odbierać ci tym razem nie twoją własność, ale twoją wolność wyboru: teraz to on będzie decydować za ciebie na które strony możesz wchodzić, a na które nie. A po twoich protestach, zaprasza cię kulturalnie na dyskusję, gdzie ustalicie sobie jakiś sposób, w który najwygodniej, najprzyjemniej i najsympatyczniej cię zakneblują.

Po tym wszystkim pan premier niewątpliwie ogłosi na stronie, że osiągnięto kompromis i po konsultacjach społecznych oraz przyjętych poprawkach, wprowadzono fantastyczny Rejestr Stron Zakazanych, który co prawda cenzuruje część sieci, ale jego intencją jest tak naprawdę ochrona wolności internetu...

No powiedz sam: czy to wygląda tak, jakby pan premier traktował cię jak kompletnego debila?

Czy podejmowałbyś negocjacje z panem premierem w sprawie tego co ci wolno jeść, a co nie? W sprawie tego na jaki kolor możesz pomalować swój pokój, a na jaki nie? W sprawie tego jakie filmy możesz oglądać, jakiej muzyki słuchać i z kim się możesz spotykać?

To dlaczego miałbyś negocjować z nim na jakie strony możesz wchodzić, a na jakie nie?

Odpowiedź jest jedna: na wszystkie, na które chcę!


A na zakończenie w imieniu wszystkich internautów, radzę panu premierowi, żeby sobie przypomniał Artykuł 4 Konstytucji RP. Mówi on: "Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu".

Do Narodu - nie do pana premiera. Premier nie jest królem Polski. Jest tylko zwykłym urzędnikiem, takim samym jak pani w okienku Urzędu Skarbowego. To my, naród, jesteśmy suwerenem. A urzędnik ma robić to, co my chcemy, a nie to, co jemu strzeli do głowy.

A jak nie, to przy następnych wyborach Internet pokaże panu premierowi drzwi, przyznając mu na pożegnanie dożywotni tytuł "Naczelnego Cenzora Polski".

Na wieczną rzeczy pamiątkę.


Martin


PS. Bard wydał nową płytę KontestSongi - jako płytę CD i jako MP3 > > >

Zobacz/schowaj komentarze (59)...     

Kup płytę!
Główna  Blog  O mnie  Sklep  Koncerty  Piosenki  Dzwonki