Parę dni temu jeden z nieprofesjonalistów zagadał do mnie w środku nocy na GG. Wyszła całkiem pouczająca, choć krótka rozmowa.
Cześć Hugo! CorteZ z tej strony. Nie przeszkadzam?
Pewnie, że przeszkadzasz - podejrzewasz mnie o to, że się nudzę? :)
Mam pytanie. Zawsze zastanawiałem się jak anarchiści odpierają argument, że gdyby nastąpiła anarchia to władzę, na terenie tej anarchii, przejęłaby zoorganizowana przestępczość (mafia)?
Nie muszą odpierać, podobnie jak nie muszą odpierać zarzutu - jak wygladałby rynek butów, jakby stał się prywatny (to dla takich pytań 50 lat temu), albo (dla pytań dzisiaj) jakby wygladałby rynek dystrybucji energii elektrycznej i jednocześnie prywatnej? Ja nie mam pojęcia.
Aha... czyli nie wiesz, jakby to było, ale jesteś za anarchią, tak?
Tak, dokładnie tak samo jak jestem za wolnym obrotem butów, choć nie mam zielonego pojęcia, jak działa obuwniczy rynek.
Chwila, chwila... Rynek obuwniczy działa - jeśli ktoś jest przeciwko (bo nie wiem, bo twierdzi, że producenci dadzą takie ceny, że nikt nie będzie mógł kupić nic) to jego twierdzenia można obalić argumentami (bo jak nikt nie kupuje, to oni nie zarabiają, więc po co im ten biznes?), a anarchii jeszcze nie było, a już ktoś przewidział negatywne jej skutki, których jeszcze chyba nikt nie "obalił" argumentami.
Aha, czyli jesteś w stanie usprawiedliwić kradzież (w domyśle podatki), bo nie doświadczyłeś jeszcze stanu bez kradzieży? No ja ryzykuje, choć też tego nie doświadczyłem i bronię jednak stanu bez niej.
Hmm... No w sumie masz rację, dzięki za dyskusję :)
Do usług...