
ematem tegorocznej matury była: Sytuacja ludzi starszych na wsi na podstawie fragmentu "Chłopów". Sorry za język, ale nie jest to artykuł, a spisany kawałek audycji
Koczowisko Dekadencji przez cierpliwego
Wojownika.
Człowiek ma przeczytać tych "Chłopów" i na podstawie tego języka, tego jak tam jest opisane życie, napisać jak się żyje ludziom na wsi. Po to maturzysta uczy się przez cztery lata, aby myśleć, że na wsi chodzą sobie takie Agaty i mówią, "o panu Jezusicku i coś tam" i zastanówcie się ludzie: co za cholerna strata czasu.
Ja rozumiem, że ktoś się może hobbystycznie interesować tym, jak się żyło gdzieś tam na początku XX wieku na wsi komuś, albo w XVII wieku jak się żyło chłopom w Japonii, albo cokolwiek innego. Ale obowiązkowo uczą cały naród czegoś takiego i potem testują czy oni potrafią powiedzieć, jak się żyło ludziom starszym wtedy na wsi.
Po co?! Niech mi to ktoś wytłumaczy: po jaką cholerę?! Co za kompletny idiota z ćwierćinteligentną żoną po pijanemu wymyślili te tematy?! Po jaką cholerę cały program nauczania ciągle wałkuje tych chłopów, panów Tadeuszów i Sienkiewicza?!
Ja zdawałem maturę i u mnie też były takie rzeczy.
No dobra - nie aż takie. Uważam, iż teraz są głupsze niż były wcześniej, no cóż, to takie dziwne trochę, bo się świat tak jakby posunął naprzód. Z resztą ja zdawałem maturę jak jeszcze była żelazna kurtyna, Polska była trochę odcięta od Zachodu. Teraz jesteśmy bardziej otwarci na świat i w ramach tego otwarcia uczymy się co było na wsi za czasów Reymonta. No i taki jest efekt, że teraz maturzysta, który zdał egzamin dojrzałości, świetnie wie co jest na wsi, ale nie ma pojęcia jak wypełnić PITa, nie wie co to jest popyt i podaż, nie wie dlaczego ceny rosną, nie wie dlaczego go do pracy nie chcą przyjąć - "bo przecież ja dobrze napisałem w CV, że zdałem maturę z polskiego na 5. To już wykształconych ludzi nie chcą?"
Drugi temat - "charakterystyka porównawcza bohaterek Pana Tadeusza - Telimeny i Zosi" No, NIEZWYKLE WAŻNE zagadnienie w XIX wieku. Nie, nie jest istotne czy wybrać DVD czy CD, albo jak pisać na komputerze szybko - to nie ważne są pierdoły zupełnie, ale czym się Telimena od Zosi różni, noo, Panie.
Potem pojedzie taki Polak na Zachód z takim "dobrym samopoczuciem", pomyśli sobie: "ja jestem wykształcony, na maturze miałem 6, a ci wszyscy głupi Amerykanie się uczą klepać na tej maszynie do pisania..." I sobie teraz chodzi, od firmy do firmy i myśli, że jest bardzo inteligentny i oczytany i go będą chcieli do pracy. Przegość jest, inteligent przyszedł. No, ekspert od Telimeny i Zosi. I nagle człowiek się dowiaduje, że jest idiotą, który nic zupełnie w życiu nie umie. Bo wiedza z liceum jest gówno warta. To jest dokładnie zero, nic. To nie tylko jest zero - to jest wartość ujemna, bo uczy człowieka nawyków. Człowiek się robi arogancki, taki zadufany w sobie, nic kompletnie nie wiedząc o normalnym życiu na zewnątrz.
Sam fakt istnienia tego żałosnego egzaminu, który o niczym nie świadczy, jest dziwny. Ocena z niego nikogo nie interesuje, żadnego pracodawcy. Nikt mnie nigdy w życiu nie zapytał co dostałem z matury, chyba, że to był maturzysta, który miał zdawać dopiero. Tak, to oni pytają. Nikt więcej. Nawet studenci już się nie pytają, bo gówno to kogo obchodzi i nic o niczym nie świadczy.
Koczowisko Dekadencji, fragment audycji z dnia 09.05.04
Spisane przez Wojownika (prowadzącego bloga - Chaotyczny Wojownik)