Żeby nie było, że tylko złe rzeczy się dzieją na świecie, opowiem historię o niesamowitym panu kierowcy autobusu, którym wracałam do domu. Panu kierowcy, który: - jechał bardzo ostrożnie, mówiąc, że nie przyspieszy, bo się obawia o życie pasażerów - zatrzymał się w przydrożnym barze, bo ktoś musiał iść do ubikacji - zatrzymywał sie przy każdym, kto zamachał na stop i na małych wioskach, mówiąc, że inni mogą nie być tak dobrzy, a ludzie muszą dojechać do celu - jak jedna pasażerka oznajmiła mu, że boli ją głowa zatrzymał się przy aptece i poszedł jej kupić tabletki - jak mijaliśmy po drodze wypadek gdzie jeden samochód stał w poprzek drogi i przez to robił się kolosalny korek, zatrzymał autobus na poboczu, powiedział do pasażerów: "no dobra chłopaki, który ma tam dużo siły, chodźmy przenieść ten samochód, bo sam zjechać nie może", wyszedł i przeniósł wraz z nimi auto, odblokowując ulicę i ułatwiając ruch pozostałym kierowcom - mimo, że tak wiele zrobił dla innych, podczas przejechania tylko 200km, dojechał wcześniej niż większość kierowców autobusów na tej trasie. Może jednak bycie dobrym, nie tylko kierowcą, nie jest takie złe i nie kosztuje aż tak wiele?