W związku z wyrzutami sumienia związanymi z nieprawidłowym przeżywaniem Kryzysu Wieku Średniego, postanowiłem odpalić nowy wielki letni projekt o nazwie:
Mid Ride Crisis
Będzie on polegał na tym, że kończę pracę, kończę mieszkanie, kończę żonę, kończę śniadanie i 1 lipca siadam na motor. I jadę.
Mówiąc „motor” mam na myśli skuter. Co słusznie wywołuje obrzydzenie u miłośników motocykli. Ale biorąc pod uwagę, że większość z nich nie tyle podróżuje co uprawia miłość ze swoim motocyklem, a i to tylko w niedzielę jak im żona pozwoli i deszcz nie pada, to niespecjalnie mnie interesują ich zastrzeżenia. Jak przejedziesz dwusuwem 50-siątką trzy razy w poprzek Polski a potem gołą 125-tką dookoła Europy, to będę ze mną dyskutować co jest „prawdziwym motocyklem” a co nie.
Odnośnie skuterów, to niezależnie od tego czy kogoś w ogóle rajcują motocykle czy ma je w dupie, to trzeba zauważyć, że jest w tym wszystkim lekka paranoja. No bo gdzie tu sens i logika, że w Wielkiej Brytanii, gdzie deszcz nigdy nie jest niespodziewanym gościem, praktycznie nie ma skuterów? Motocykli pełno, skuterów – żadnych. Jaki powód? Żadnego sensownego. Po prostu nie są „cool”.
„Cool” to się robi po czterech godziny jazdy po deszczu na gołym motocyklu bez żadnej osłony.
A „Mid Ride Crisis” to będzie jazda dla jazdy, a nie dla „podziwiaj, świecie, co mam między nogami”.
Z czego można wysnuć wniosek, że albo się starzeję albo mi wraca rozum – jedno z dwojga.
W trakcie „Mid Ride Crisis” chciałbym zaplanować różne Wyzwania Dnia.
I chciałbym żeby to były wyzwania odrobione ciekawsze niż tradycyjne „przejechałem x km w jeden dzień” lub „jechałem z prędkością x km/h”. Czy to naprawdę wszystko co ludzi interesuje? Czasem mam wrażenie, że motocykle to najbardziej nudna odmiana podróżowania. Przygoda dla ludzi co chcą przejechać przez świat i w ogóle go nie widzieć.
Podsumowanie motocyklisty-podróżnika: byłem w 10 krajach i wszystko co tam widziałem to, to co miałem między nogami.
Otóż ja nie uważam, że tak to musi wyglądać. Myślę, że da się zrobić tak, żeby nie wgapiać się aż tak w swoją maszynę, tylko popatrzeć więcej na ludzi.
Dlatego skuter ma tu wielki plus: jest nudny. A ponieważ jest nudny, to musisz zająć się czym innym.
Czym?
I to jest właśnie moje pytanie do was. Jakie ciekawe Wyzwania Dnia potrafisz wymyślić? Ja mam na razie krótką listę (dopiero zacząłem):
- Szukając cycków (szukasz po drodze wszystko co wygląda jak cycki, albo się kojarzy)
- Szukając psów (to samo – tylko z psami)
- Dzień Obrazy (zadanie: obrazić jedną osobę – trudniejsze niż się wydaje!)
- Sranie pod Krzaczkiem (zadanie: wysrać się w naturze – może dla was łatwe, ja nigdy nie miałem okazji)
- Kształty Chmur (najdziwniejsze kształty chmur z kwiecistym opisem)
- Piosenka dnia (wymyślić, napisać i nagrać piosenkę w ciągu dnia jazdy)
- Weź kogoś na stopa (nie wiem czy to nawet możliwe, żeby władować jeszcze kogoś na skuter obładowany wszystkim, włącznie z gitarą)
- Śladem Hitlera (przejeżdżając przez Niemcy szukaj wszystko, co jest związane z Hitlerem albo się kojarzy)
Poproszę o więcej dzikich propozycji!
Co byście chcieli usłyszeć/zobaczyć w programie podróżniczo-motocyklowym, w którym najmniej ważny jest motocykl?







