Pewnie nie spodziewasz się, że znajdziesz w życiu kogoś, kto da ci szczęście? A może się właśnie spodziewasz? Rozumiem: stać cię. Niech ktoś przyjdzie, niech coś zrobi i będzie dobrze. Taki fachowiec hydraulik, tyle że od szczęścia.

I może nawet to prawda. Może rzeczywiście będzie ci lepiej, kiedy oddasz swoje szczęście w dobre ręce: kościoła, rządu, psychologa, nowej dziewczyny albo chłopaka. Albo lekarza, który ma pigułki na depresję.

Łatwa rzecz: jedyne co musisz zrobić to zapłacić. U jednych się płaci pieniędzmi, u innych lojalnością albo posłuszeństwem. Ale płaci się zawsze. I może wydaje się, że za szczęście warto zapłacić, ale jest w tym pułapka: kiedy raz zaczniesz płacić, zawsze będziesz płacić. Za kolejną dawkę szczęścia z zewnątrz. W zamian za subskrypcję dostajesz obietnicę: już nigdy nie musisz odpowiadać za siebie. Nie musisz wiedzieć kim jesteś – kto inny ci powie kim jesteś. Nie musisz wiedzieć co chcesz – inni ci powiedzą jak żyć, jak myślęć, co robić. Więc zrelaksuj się, poddaj się, zaakceptuj.

Czy to działa?

Pewnie, że działa. Miliony ludzi tak żyją, czerpiąc szczęście z zewnętrznych źródeł. Jeżeli nawet nie można tego nazwać szczęściem, to przynajmniej jest to sposób na zagłuszanie nieszczęścia, a samo to jest już sporo warte. Da się żyć.

Problem w tym, że na dłuższą metę stajesz się narkomanem, człowiekiem uzależnionym psychicznie od kościoła, psychologia, ideologii, przemysłu farmceutycznego czy innego dystrybutora szczęścia. Ale nie potępiam cię za to. Jest coś innego do wyboru?

Mam inny pomysł

Jest. A co by to było, gdybyś zamiast szukać dostaw szczęścia z zewnątrz, stworzył własną, wewnętrzną produkcję szczęścia? Czy nie dałoby się być szczęśliwym nie tylko wtedy, kiedy psycholog ci coś mądrego powie, rząd ci coś obieca, ksiądz cię da poczucie świętości, tabletka zaburzy chemiczne reakcje w mózgu? Gdybyś tak mógł być szczęśliwy dlatego, że masz w środku źródełko szczęścia? Takie, które nie wymaga dostaw z zewnątrz? Cotygodniowych porad? Ładowania akumulatorów? Łykania pigułek?

Jak to? – powiesz – To da się tak w ogóle?

Da się. I jeżeli uwierzysz mi teraz na słowo, to skrócę ci lata dochodzenia do tego samego wniosku, do którego osatecznie wszyscy szczęśliwi ludzie dochodzą. Że aby być szczęśliwym, musisz znaleźć odpowiedzi na dwa pytania:

  • Kim jestem?
  • Czego chcę?

Zupełnie banalne pytania, tylko mało kto potrafi na nie odpowiedzieć. Nie wierzysz? Zapytaj.

Odpowiedź zawsze jakąś dostaniesz. Ale nie chodzi o to, że nikt nie potrafi wymyślić żadnej odpowiedzi. Chodzi o to, że kiedy zadaję takie pytanie, człowiek zaczyna zachowywać się jak w szkole: najpierw stara się domyślić jaka jest prawidłowa odpowiedź a potem patrzy na mnie, żeby go ocenił czy dobrze mówi.

To absurd. Skądże ja mam wiedzieć kim on jest i czego on chce? Albo wie albo nie wie.

Szukanie odpowiedzi to po części to odkrywanie kim się jest, po części decydowanie kim się jest, ale nigdy to nie jest test, który się zdaje u kogoś innego.

Kim ty jesteś? Co ty chcesz?

Nie w tym problem czy potrafisz powiedzieć kim jesteś i czego chcesz, ale w tym, czy ty sam wierzysz w to co mówisz. Bo jeżeli szukasz potwierdzenia tego kim jesteś u kogoś innego, to wtedy będziesz wierzyć w tego kogoś. A nie w siebie i swoje własne odkrycia i decyzje.

Chodzi właśnie o to, żebyś ty uwierzył, a nie kto inny. Żebyś to ty wybrał, a nie tylko zgodził się na czyjś wybór. A jeżeli już wiesz kim jesteś, jeżeli nie pytasz już nikogo o pozwolenie żeby być sobą, jezeli chcesz to co chcesz, to czy trzeba czegoś jeszcze, żeby być szczęśliwym? Trwale szczęśliwym? Bez dostaw z zewnątrz? Bez uzależnienia?

Już niewiele. Jeszcze tylko trochę aktywności. Każde twoje słowo i działanie, które są w zgodzie z tobą i twoimi pragnieniami, będą ci dostarczać kolejną porcję szczęścia.

Ale zanim to nastąpi, najpierw trzeba znaleźć odpowiedzi na te dwa podstawowe pytania. Odpowiedzi prawdziwe, niezależnie od tego dokąd ta prawda prowadzi. Tylko prawdziwe odpowiedzi zadziałają.

Nie jest to takie proste. Są tacy, którzy spędzają całe lata na szukaniu odpowiedzi. To mądrzy ludzie, bo rozumieją że to ważna sprawa i wiedzą, że tylko oni sami mogą swoje odpowiedzi znaleźć. Są też inni, którzy nawet nie próbują: z lenistwa, z tchórzostwa, z nieświadomości, różnie. A są i tacy, którzy próbowali ale się poddali.

Ale są jeszcze mądrzejsi. To ci, którzy szukając zdają sobie sprawę, że wyprawa po własną tożsamość nie musi wcale przebiegać w samotności. Nie da się ominąć odpowiedzialności za siebie, to ty sam musisz siebie poznać. Ale to nie znaczy, że musisz wszystko robić sam! Nie unikaj innych ludzi na tej drodze. Bo im więcej konfrontujesz się z zewnętrznym światem, tym więcej dowiadujesz się o sobie.

To co mam robić?

A skąd ja mam wiedzieć? Przecież cię nie znam. Mogę coś tylko zaproponować.

Na przykład: jeżeli już jesteś szczęśliwy, to dołącz do klubu i pomagaj innym. Bo tak to działa, że szczęśliwy człowiek jest jeszcze szczęśliwszy, kiedy inni wokół niego są szczęśliwi. I odwrotnie: człowiek który sam nie jest szczęśliwy, unieszczęśliwia innych. Pewnie zauważyłeś już to zjawisko.

Ale jeżeli nie jest ci za dobrze w życiu i nie czujesz się za dobrze sam ze sobą, to zacznij od pierwszego kroku: decyzji.

Czy w ogóle chcesz być szczęśliwy?

Jeżeli to pytanie wydaje ci się głupie i oczywiste, to nie poznałeś jeszcze tej ciemnej strony natury człowieka, która sprawia, że ludzie chcą być nieszczęśliwi. Nie wszyscy, na szczęście, bo ten świat wyglądałby koszmarnie. Myślisz, że każdy chce być szczęśliwy? O nie. I decyzja naprawdę jest potrzebna.

Szczęście nie spada z nieba. Nie decyduje o nim przypadek. To nie okoliczności dają szczęście, ale to jak okoliczności wpływają na człowieka. Te same okoliczności jednego uczynią bardziej szczęśliwym, innego bardziej nieszczęśliwym.

Dlatego szczęście to decyzja. A po decyzji, to poznawanie siebie. A po poznaniu siebie, realizacja siebie. A realizacja sprawia, że się uczysz. A kiedy się uczysz, to się zmieniasz. A kiedy się zmieniamy musimy znowu się poznawać. Bo to że wiesz kim byłeś kiedyś, nie znaczy że wiesz kim jesteś dziś.

Jest więc w tym wszystko sporo ruchu. I nigdy nic nie jest na zawsze. I dobrze! To kolejny powód do cieszenia się życiem, w którym nigdy nie może być nudno, kiedy nic nie stoi w miejscu.

A może wiesz już, że chcesz być szczęśliwym, ale wiesz też, że jeszcze nie wiesz kim jesteś i co chesz? W takim razie życie przed tobą! Ale też dołącz do klubu, bo to klub ludzi, którzy złożyli sobie obietnicę.

I poczytaj czasem bloga! Może się przyda.

Trzymajmy się razem, my szczęśliwi. I my, którzy obiecaliśmy sami sobie, że naszym celem będzie szczęście.

Tekst Wstęp do szczęśliwości napisał Martin na To Be Happy.

Podziel się z głupim światem
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •