Napisałem, że życie dziś, tu i teraz, jest bezpieczne, wygodne i przyjemne jak nigdy. I że jest dużo lepiej niż mogłoby być. Więcej powiem: jest dużo lepiej niż na to zasługujemy! Tylko że patrząc na twarz człowieka na ulicy Wrocławia można by pomyśleć, że żyjemy już wszyscy w piekle.
A Wrocław to i tak najbardziej pogodne miasto w Kraju Dziadów.
Zapytał mnie Damian: „mając to wszystko w pamięci, czemu ciągle marudzisz, żeby już przyszedł koniec świata?”
A no właśnie, marudzę. Dlatego, że obecny świat ma poważne wady, a koniec tego świata oznacza początek innego świata. A ten inny świat zacznie się od selekcji.
Ludzie co są szczęśliwi, się uśmiechają, współczują, kochają, bawią i są odważni pójdą w jedno miejsce. A Polacy pójdą w drugie. I Niemcy. I Ruscy.
Kluczowe w tym wszystkim oczywiście jest: nie być Polakiem, Ruskiem i Niemcem, tylko być człowiekiem.
I doszliśmy do miejsca, w którym ci co nic nie zrozumieli, przypomną sobie nagle, że są patriotami i zaczną pisać soczyste komentarze na mój temat. A piszcie sobie. Przynajmniej oszczędzacie mi czasu, od razu wiem kogo wyrzucić. Mieć przyjaciół analfabetów – chętnie, ale mieć przyjaciół agresywnych analfabetów – nigdy.
No ja nie muszę czekać z selekcją na koniec świata.
Dlatego marzę sobie o końcu świata, bo ten świat zmusza mnie do izolacji. No nie mam złudzeń. Dla mnie osobiście życie według przyjętych polskich standardów to jest tortura. W Polsce wręcz wymaga się ode mnie, żebym do nikogo się nie odzywał, nie szukał kontaktu, nie patrzył nawet. Sam język polski jest problemem, ten język w ogóle się nie nadaje do rozmawiania. To jest język stworzony do pisania podań i wypracowań. Ewentualnie elegii i eposów. Jak się tu na ulicy odezwać, kiedy każdy człowiek nie dość że obcy to jeszcze pan? Jak tu powiedzieć „cześć, jak leci” do wielkiego pana?
Zresztą wystarczy na gębę popatrzeć, żeby wyczuć, że pan wcale nie chce, żeby się do niego ktokolwiek odzywał. Pani też nie. Pani to jeszcze gorzej, bo obowiązuje jakiś niepisany kodeks, że odzywać się wolno tylko do ludzi w tym samym wieku. Aż się dziwię, że w ludzie w Polsce nie chodzą z numerkiem wypisanym na czole, to by wiele ułatwiło.
Generalnie zachodnie społeczeństwa wszędzie takie są. Ludzie spodziewają się, że będziesz żył według scenariusza, bo bogactwo prowadzi do samowystarczalności, a samowystarczalność osłabia więzi społeczne. Ale nie wszędzie ludzie są agresywni, kiedy nie podpadasz pod normę.
W Hiszpanii cię zignorują, w Anglii uznają za ekscentryka, a w Stanach to się nawet nie zdziwią, bo tam jest scenariuszem życie bez scenariusza. Prędzej się zdziwią, jak zapytasz „jak się tutaj ubiera” albo „co się tutaj je”. Pewnie dlatego tylu Polaków mówi, że oni w Ameryce to by żyć nie mogli. Na zachodzie odchył od normy jest prawem, w Polsce za to należy się pogarda.
Odbijają to sobie ludzie w internecie, gdzie wyjęci spod tych wszystkich zasad i norm, udzielają sobie pełnego prawa do traktowania każdego jak szmatę. Z jednej skrajności w drugą.
I powtarzam: wszędzie się to wszystko zdarza. Ale w Polsce to jest powszechna, akceptowana społeczna norma. Takie są po prostu zasady normalnego życia. Więcej: to jest część polskiej tożsamości.
Więc gdybym zawołał: „uśmiechajcie się więcej, Polacy!” to ktoś zaraz odpowie „spierdalaj, tu nie Ameryka”. I wszyscy będą bić brawo: dobrze pajacowi powiedział. Tu jest Polska, dostosuj się.
Może już przywykłeś. Może ci wszystko jedno. Może nie zdajesz sobie sprawy, że da się inaczej. Może kochasz żyć w nieszczęściu i przygnębieniu. A może samotność w Polsce jest obowiązkowa. Nie wiem. I nie jest to aż tak ważne, jak sugeruje modna psychoanaliza: ja z tych co wolą wziąć i wyleczyć niż rozmawiać latami o tym gdzie się tą kiłę zaraziłeś, co wtedy czułeś i czy twoja mama też kiłę miała.
Więc koniec świata mnie trochę kręci, przyznaję. Bo ten świat dzisiejszy jest całkiem w porządku, bardzo mi tu miło i przyjemnie. Tylko z ludźmi problem.
Czyli: teraz jest dobrze. A potem będzie dużo lepiej.
Większość pewnie by powiedziała: „co Pan pieprzysz? Jest źle a będzie dużo gorzej”. I właściwie będą mieć rację.
No patrzcie, jaka nierówność społeczna. Aż człowiek czuje, że powinien coś doradzić. To może tak: cierp, narzekaj i ubolewaj, tak jak do tej pory. Że życie jest źle, że wszyscy ludzie cię chcą okraść, że Bóg nas wszystkich nienawidzi ale ciebie najbardziej. Acha, i koniecznie szukaj winnego, bo to najważniejsze. I pamiętaj: wszyscy mogą być winni, oprócz jednej osoby.
A zresztą co mnie to obchodzi? Co ja się będę przejmował ludźmi, co mają twarze z betonu i każą mówić do siebie „Pan”.
W przyszłym świecie ponoć będzie tylko jeden Pan. I to też jest dobry powód, żeby niecierpliwie czekać na koniec świata.







