Ludzie mi teraz masowo gratulują, że kupiłem sobie mieszkanie. Czuję się z tym nieswojo. O co im chodzi? Co tu jest do gratulowania?

Jak bym wygrał wyścig, zajął pierwsze miejsce w konkursie szachowym, zrobił arcydzieło muzyczne – to rozumiem. Praca, wysiłek, ryzyko i wybitne, unikalne osiągnięcie.

Standardy się musiały bardzo obniżyć, jeżeli teraz gratuluje się człowiekowi, że sobie coś kupił. Na Allegro też wysyłają gratulacje za każdym razem kiedy uda ci się coś wsadzić do koszyka? Czuję się jak dziecko, nad którym się ktoś zachwyca, że piękną kupkę chłopczyk zrobił.

Prowadź najdłużej istniejący polskojęzyczny podcast – nikt nic nie powie. Zdasz trzy trudne egzaminy w Anglii zakończone licencją radiową – żadnych gratulacji nie będzie. Ale kup mieszkanie gdzieś w kącie Wrocławia i kolejki się ustawiają do gratulacji. Każdy, kto usłyszy „mieszkanie”, zaraz mi gratuluje. Natychmiast.

A czego? A chj wi. Że kupiłem. Nawet notariusz mi gratuluował, co już jest czystym idiotyzmem – bo to tak jakby sędzia na meczu, gratulował zawodnikom, że zdecydowali się zagrać albo kelner klientom, że zjedli. Co my jesteśmy wszyscy dziećmi?

Kupno mieszkania jest żadnym osiągnięciem. Ani to unikalne, ani wybitne, ani niezwykłe. Czy świadczy o człowieku? Rzadko. Ewentualnie może o tym, że kogoś stać na podejmowanie ważnych decyzji życiowych.

W moim przypadku może to świadczyć o tym, że sam sobie na to zapracowałem, a nie jak wszyscy w spadku albo na kredyt. No ale przecież nie tego mi gratulują, że byłem mądry w inwestycjach i kompetentny w zawodzie. Nie, o to nawet nie pytają. Gratulują mi, że kupiłem. Wszystko jedno co, po co, za co i jak.

Ja myślę, że to są gratulacje typu „osiągnąłeś właśnie główny cel życia współczesnego człowieka, gratuluję”. Myślę, że posiadanie nieruchomości to dziś społeczny wyznacznik wartości człowieka.

Gratulując mi, przypominają mi więc, że teraz już „należę do bandy”. Że jestem jak oni, ci lepszego sortu. Gratulacje takie mają potwierdzić, że wszyscy biorą udział w grze w „zdobądź mieszkanie” a ja właśnie zdobyłem wyższy level.

Jeżeli dobrze zgaduję, jeżeli o to właśnie chodzi, to weźcie wy się odpierdrolcie, dobrze?

Nie gram z wami. Gratulujcie sobie sami, miernoty życiowe, jeżeli uważacie, że posiadanie nieruchomości czyni człowieka, i że to jakiekolwiek osiągnięcie warte uwagi.

W moim świecie mieszkanie to jest konieczność, potrzeba życiowa, taka sama jak papier toaletowy. Tyle że droższa. Nie istnieje żaden prestiżowy „klub posiadaczy nieruchomości” tak jak nie istnieje „klub posiadaczy papieru toaletowego”. A gdyby nawet istniał, to śmiałbym się z niego, bo to głupie.

Składanie sobie i innym gratulacji za rzeczy, które nie wymagały wysiłku, odwagi, konsekwencji, siły charakteru, to odwieczny sposób miernot życiowych na podnoszenie swojej wartości w oczach innych miernot życiowych.

Jeżeli więc człowiek głęboko wierzący w nieruchomości gratuluje mi teraz zakupu mieszkania, to ja to odbieram jako sygnał, że widzi we mnie pokrewną duszę. Niech się więc taki ktoś nie spodziewa, że ja mu za taki zaszczyt inkluzywności podziękuję. Jeżeli mam lepszy humor to zapytam „czego ty mi człowieku gratulujesz”. A jak bardzo zły, to i nie wykluczam że w ryj dać mogę dać.

Jeżeli chcesz mi pogratulować to wybierz sobie coś lepszego. Na przykład:

  • że przez te wszystkie lata nie zostałem alkoholikiem i palaczem, jak mój ojciec (bo to wymagało silnej woli)
  • że kiedyś wlazłem do Adriatyku i zacząłem w nim pływać (bo to wymagało przełamania traum)
  • że zdobyłem najwyższy poziom licencji krótkofalarskiej w Anglii (bo to wymagało uczenia się trudnych rzeczy)
  • że nigdy nie wziąłem pożyczki (bo to wymagało samokontroli)
  • że podcastuję po polsku najdłużej na świecie (bo to wymagało wytrwałości)
  • że parę milionów ludzi zna moje piosenki (bo to wymagało lat ćwiczeń)

A kupienie mieszkania – ch*ja wymagało.

Poza tym i tak gdzieś muszę mieszkać, wynajmowanie jest drogie, a samo mieszkanie to nora, nie willa. Zamiast głupio gratulować, przyjdź do mnie z rolką i farbą, będziemy malować ściany.

Nie gratuluj mi takich dupereli, bo to poniżające. Dla ciebie, nie dla mnie. Przecież to o twoich standardach świadczy, nie moich. Ja sobie nie gratuluję że coś kupiłem. Nie mam pięciu latek.

I – wybacz mi proszę – ale tobie też nie pogratuluję, jak sobie kupisz dom. Pogratuluję ci, jak go sam zbudujesz. Nie pogratuluję ci, że kupiłeś motocykl. Pogratuluję, kiedy nim przejedziesz dookoła świata. Nie pogratuluję, że se zrobiłeś dziecko. Pogratuluję, jak je wychowasz. I to najlepiej na takiego człowieka, który sobie i innym gratuluje osiągnięć, a nie zakupów.

No a jeżeli społeczeństwo uważa, że moje życiowe osiągnięcia nie są warte gratuluacji, natomiast zostanie posiadaczem nieruchomości jest ich warte, to nie widzę problemu. Jeżeli takie jest społeczeństwo, to nie warto się nim w ogóle przejmować.

Podziel się z głupim światem