Zespół buycoffee.to zaproponował mi abym został kurwą.
Lub też (dla tych wolą język nowoczesny): influencerem współpracującym z markami.
Ej, nie ma się co oburzać ani wstydzić, i zupełnie bez ironii to mówię. Większość znanych twórców internetowych jest kurwą i bardzo się z tego cieszą. Praktycznie cały Instagram to jeden wielki burdel. Twórcy się sprzedają biznesowi – i na tym polega współczesny internet.
Dla wielu początkujących młodych YouTuberów w ogóle największym marzeniem jest, aby kurwą zostać, czyli żeby jakaś gruba firma wzięła ich na utrzymanie.
Pora skończyć z tym świętoszkowatym idealizmem: nie istnieje żaden kodeks etyczny twórców. Sprzedawanie swojego czasu, zaangażowania, wizji i tożsamości, aby klienta za pieniądze zadowolić jest ponadczasową, cenioną i podziwianą formą działalności. Zwłaszcza wśród młodzieży.
Ktoś zauważy, że klasyczna prostytucja oznacza sprzedawanie raczej ciała, a influencerska raczej duszy. No i co z tego? Różnica nie jest jakaś dramatyczna, bo ostatecznie chodzi o to samo: żeby robić to, za co klient płaci i żeby być tym, kim klient chce. Krótko mówiąc: chodzi o sprzedawanie siebie. I influencerzy to dokładnie robią. Reszta to szczegóły techniczne.
Powtarzam: nie ma tym nic moralnie złego. Każdy ma prawo sprzedawać, to co do niego należy, a każdy ma siebie. Bycie kurwą to nie błąd życiowy. To wybór życiowy.
Więc wszystko porządku.
Tylko nie rozumiem po chuj muszą używać takiego posranego języka.
Mój potencjalny alfons oferuje mi na przykład: plan marki osobistej, pozycjonowanie i naukę pisania scenariuszy, które zatrzymują scroll.
I po co taka nowomowa? Ja bym wolał, żeby napisali wprost: nauczymy cię jak robić dobrze kasiastym firmom. Pokażemy jak zrezygnować z własnych pomysłów, własnych wizji i własnej tożsamości, i w to miejsce wprowdzić pomysły, wizje i tożsamość fajne dla klienta. Rób to co się podoba firmie – i wtedy ci więcej zapłacą.
Po prostu: nauczymy cię jak być lepszą kurwą. Kurwą profesjonalną. Kurwą skuteczną. Kurwą bogatą.
Mnie by to skusiło. Gdyby oczywiście moim nadrzędnym celem artystycznym były pieniądze. Że akurat nie są, to nie skorzystam. Może i głupi jestem, ale tak już sobie wybrałem, dawno temu. Jak na tym wychodzę? No tak jak się można spodziewać: nie mam z pieniędzy z piosenek, z reklam na YouTube mam równe zero. Jem i piję głównie dzięki wam, publiczności – nie dzięki firmom. Biednie jest, bo w Polsce wiele osób uważa, że słuchanie, czytanie i oglądanie za darmo im się należy a artysta żyje powietrzem i mieszka na łące. Taki los nie-kurwy. Coś za coś.
Zresztą nikt tu nikogo do niczego nie zmusza, tylko oferuje. I bardzo dobrze. I brawa dla buycoffee.to. Niech żyje kawa. Nie przestawajcie mi dolewać, przy okazji.
Jedno tylko co mnie razi, to punkt w ofercie mówiący: „dołączysz do szczerej społeczności twórców”.
No przepraszam bardzo, ale odkąd świat istnieje, nie było, nie ma i nie będzie czegoś takiego jak szczera kurwa.









