Ilość autocenzury w internecie jest niesamowita.

Rozumiem, że Polska by wybuchła, gdyby Polacy nie wpadali ciągle w skrajności. Ale twórcy internetowi dostali jakiegoś szału. Ścigają się jakie kolejne słowo trzeba wypikać, wykropkować i zaszumić, i wszystko zwalaja na „algorytmy”. Tymczasem nikt nie wie jak działają algorytmy, co promują o co odrzucają, bo działają na takim poziomie złożoności, że nawet ci co je wymyślali dawno stracili nad tym kontrolę.

Zresztą może to nawet i prawda, ale jak odcinek z serii „historia bez cenzury” ma tytuł „s*x, hajs i opium” to już nawet nie jest śmieszne. Albo kiedy Kamil Janicki (skądinąd bardzo trzeźwy historyk) na swoim kanale historycznym wycina już nie tylko nieprzyjemne wyrazy, ale nawet nazwy narodowości, to zastanawiam się czy wyszło jakieś zarządzenie, że wszystkie programy mają być dla małych dzieci czy co. Bardziej prawdopodobne, że twórcy jednak dostali ataku paranoi, skoro uważają że słowo „sex” i „Żyd” wzbudzają taki niepokój, że nie wolno go wypowiadać w programie o historii, bo od razu przyjdzie cenzor i ich wyłączy.

Ryzyko jest? Jest. Zawsze jest. To nie oznacza automatycznie potrzeby dostawania paranoi? Czy to może jakaś polska potrzeba uciekać, chociaż nikt nie goni? Wrodzony strach przed panem? Kamil w którymś odcinku wykazywał, że u dzisiejszych potomków chłopów pańszczyźnianych został w mentalności strach przed batem pana. Więc jak widzę komiks, gdzie ktoś zamazał słowo „baranie”, bo za grube, to widzę że Kamil musi mieć rację. Usiłuję zrozumieć jakie rozumowanie stało za taką autocenzurą, ale za grzyba – nie mogę.

I teraz już sam się zastanawiam czy może słowo „grzyb” trzeba zamazać. Może mnie algorytm wypromuje jak zobaczy, że jestem grzeczny i sam się walę rózgą po dupie.

Nie wiem czy ktoś zbadał wpływ cenzury na poziom marazmu. Za PRL-u wszystko przechodziło przez cenzurę i dzisiaj też wszystko przechodzi przez cenzurę. Z innych powodów, ale efekt podobny: skoro ludzie widzą, że publicznie nie można mówić tego, co się naprawdę myśli, to nie wierzą w prawdziwość jakichkolwiek rozmów. Więc nie rozmawiają naprawdę. Wszystko jest udawane, wszystko jest grą i pozorem.

W takim świecie, gdzie nikt nie jest sobą, nikt nie mówi co myśli, gdzie nad każdym słowem trzeba się zastanowić (wolno czy nie wolno?) ciężko nie wpaść w marazm.

Dziwię się twórcom, że nie widzą jak ich to zmienia. Z jednej strony strach, z drugiej chciwość – i wyglądasz jak mały szczur.

W ogóle szczurze podejście stało się nową polską normą. Chyba z braku nowych ideałów i wizji. Czy Polacy mieli jakiś pomysł na siebie – poza nacjonalizmem? PRL chciał stworzyć coś nowego, ale idealizm był tak oderwany od rzeczywistości, że ludzie się zeszczurzyli. Potem była lekka przerwa w latach 90-tych, odwaga, wolność, prawo do szukania siebie. A później to już tylko gorzej. Pieniądze zeszczurzyły to co jeszcze ludzkie zostało, a internet zadziałał jak wzmacniacz.

I teraz nie mam nawet z kim pogadać. Co będę, ze szczurem gadał?

A szczury są normą wszędzie: wśród twórców, pracowników, przedsiębiorców. W jednym oku chciwość, w drugim strach, i wieczne uciekanie, zawsze uciekanie, od jednej dziury do drugiej, od tego „co ludzie powiedzą” do „co algorytmy powiedzą”. Byle coś wyszarpać, byle nie złapali.

Pierdolone szczury.

A ten orzeł jako symbol Polski – to chyba w ramach ironii. Ale dobrze że jest: będzie ciągłym przypomnieniem jak bardzo rzeczywistość odstaje od ideału.

Podziel się z głupim światem