I rzekł do mnie Pan: „Synu Lechistanu (czyli: Lechowiczu), wstań i jedź do urzędu po dowód osobisty”.
I pojechałem do urzędu po dowód osobisty.
I Pan rzekł: „co widzisz, Synu Lechistanu?”
I spojrzałem, a tam kolejka, która zwija się jak wielki wąż.
„Widzę kolejkę, która zwija się jak wielki wąż i w życiu nie dostanę dowodu”.
I rzekł mi znowu Pan: „jedź do drugiego urzędu”.
I pojechałem jak mi kazano. A tam był automat z numerkami. Nacisnąłem guzik na ekranie dotykowym, a oto skończyły się numerki. I nacisnąłem drugi raz i trzeci. Ale nie było już numerków.
Lecz Pan mi rzekł: „połóż swój palec na ekran dotykowy”.
„Ależ Panie, już trzy razy kładłem palec swój i napisało, że na dziś koniec numerków”.
„Czyż nie rzekłem ci, że połóż swój palec? Nie bądź niewierzący, lecz wierz”.
Więc położyłem swój palec na ekran dotykowy, i oto maszyna wypluła numerek, bo widocznie ktoś zrezygnował.
I znów Pan powiedział: „co teraz widzisz, Synu Lechistanu”?
I wtedy Pan otworzył moje oczy i uszy i rozwiązał mi język, i rozmawiałem z petentami. I zobaczyłem, że młodzi ludzie są niesamodzielni i przychodzą po dowód z rodzicami, starzy ludzie nie radzą sobie nawet z ekranem dotykowym, a reszta stoi ponuro, bo przesiadują godzinami w urzędzie zamiast pracować”.
„Panie, otworzyłeś me oczy i uszy, i rozwiązałeś język, i teraz widzę, że w Polsce jest chujowo. Ale ludzie często fajni jak się zagada”.
„Prawdę powiedziałeś. Oto jest tak samo chujowo jak było, kiedy cię wyprowadziłem z Ziemi Polskiej, z Domu Dziadostwa. Ale ludzie często fajni jak się zagada. Prawdę powiedziałeś”.
I wtedy głupio mi się zrobiło, że myślałem o własnej dupie w komfortowej Anglii, gdzie dowodów nie ma, a prawo jazdy przysyłają pocztą i gdzie przez sześć lat straciłem mniej czasu na sprawy urzędowe niż w Polsce w jeden dzień, i gdzie ludzie się śmieją i żartują, a nie obnoszą się z ponurymi minami, jakby się cały czas spodziewali, że ktoś im zaraz przypierdoli.
I żal mi się zrobiło ludzi w Lechistanie, Kraju Chujozy.
I oto zobaczyłem, że Pan dał mi moc odchujawiania wielu zachujowanych, za pomocą humoru, nie mówienia „Pan” i obcinania krawatów siekierą.
Jak również za pomocą Odwyku – najdłuższego w Polsce podcastu o Bogu – i Kontestacji – przyszłej super partii K***. Oraz wytwórni C.U.T.A.S. (Completely Unprofessional Theatrical Arts Studio).
„Ależ Panie, co ja jeden sam mały Martin zrobię”?
I rozgniewał się Pan i powiedział: „Czyż nie mieszka we Wrocku 900 tysięcy dusz, nie licząc szczurów? Oto ja przygotowałem ci współpracowników z poczuciem humoru, zdolnych do wszelkiego odchujowywania, którzy się do ciebie zgłoszą, jak napiszesz na FB, X i LinkedIn”.
„Na LinkedIn, Panie?”
„No dobra, może przesadziłem”.
Tak było. Nie zmyślam.
— Martin Lechowicz, Wrocław, 6 lipca 2026







