Rozwód

2011-08-11Blog2606

Moje ogłoszenie o treści „odchodzę z KonteStacji” wzbudziło niezdrowe emocje.

Bardzo mi się to spodobało.
Ale, że już mi się trochę znudziło obserwowanie reakcji i dowiedziałem się wszystkiego co chciałem się dowiedzieć, wyjaśniam teraz precyzyjnie o co w tym wszystkim chodzi.

Radio KonteStacja wraz z ludźmi skupionymi wokół niego jest najszybciej, najbardziej dynamicznie rosnącym środowiskiem wolnościowym w Polsce. I praktycznie jedynym w Polsce medium w całości skupionym na promocji wolności i przedsiębiorczości, które jest w stanie przebić się do mainstreamu.
Szkoda by to psuć.
A zepsuć się może.
Symptomy wskazują na to, że grupa Kontestatorów osiągnęła punkt, w którym może istnieć już sama dla siebie. Naturalne ludzkie dążenie do stworzenia sobie bezpiecznego Klubu Wzajemnych Adoratorów, doprowadzi w końcu do zdechnięcia całego przedsięwzięcia. Ludzie się lubią coraz bardziej, a kiedy się lubią, zaczynają przebywać między sobą i mówić do siebie, zamiast skupić się na ludziach z zewnątrz.
Trzeba się więc tym naturalnym tendencjom przeciwstawiać.
I to jest zadanie liderów. Na przykład moje.
Mój z kolei problem polega na tym, że chwilowo mam większą ochotę skupić się tworzeniu i realizacji swoich wariackich pomysłów, niż na tworzeniu sprawnego środowiska społeczno-politycznego i utrzymywania go w dobrym zdrowiu.
Tak więc odchodzę z KonteStacji. Dla dobra KonteStacji.
Odejście w praktyce polega na tym, że:
  • Nie zajmuję się więcej zarządzaniem, kierowaniem radiem, tworzeniem ramówki, akceptacją nowych nadających itp.
  • Nie podejmuję strategicznych decyzji
  • Nie prowadzę własnych audycji w KonteStacji
  • Nie jestem więcej „twarzą” KonteStacji
Natomiast pozostaje wciąż to, że:
  • Jestem współwłaścicielem radia
  • Jestem dziennikarzem radia
  • Jestem formalnie dyrektorem firmy i dbam o radio od tej strony
  • Mogę gościnnie współprowadzić jakieś audycje w radiu (ale nie własne)
  • Zależy mi na ruchu wolnościowym, radiu i ludziach, więc będę wpływał na to co tam się dzieje, promował stację i przyciągał ludzi (i możliwe, że skuteczniej to zrobię będąc na zewnątrz niż od środka)
Hetmanem KonteStacji pozostaje wyłącznie Hugo Kosiński. Do niego piszcie z propozycjami, problemami, itd.
Postanowiłem też, że:
Zamiast tych produkcji zajmę się rozwijaniem kanału nawalony.tv, a w nim cotygodniowym programem Lewatywa TV w formie audio/video.
Lewatywa TV będzie najprawdopodobniej w piątki o 21 na żywo. Tak na pół-żywo, bo będą tam rzeczy przygotowane wcześniej. Będzie też retransmitowana na falach KonteStacji.
Dlaczego właściwie te zmiany? Kilka powodów:
  • Jak wiadomo, mam swój własny, komiczno-satyryczno-absurdalny styl nawijania. Lewatywa audycyjna jako niezależna zewnętrzna produkcja jest OK, ale jako „twarz” KonteStacji reprezentuję całość radia i środowiska. Więc muszę wybierać: albo beztroskie wygłupy, albo reprezentowanie radia. Wybieram wygłupy.
  • Jako, że zacząłem ciut bardziej wierzyć w siebie, postanowiłem zaryzykować i zamiast kilku małych, improwizowanych eksperymentów, zrobić jedną przygotowaną, dopracowaną produkcję.
  • Skoro „Niekryty Krytyk” potrafi przyciągnąć tyle ludzi, tym bardziej ja. Jestem lepszy. Ale też chętnie Mr Krytyka wciągnąłbym do nawalony.tv. Moim ostatecznym celem jest zbudowanie internetowej alternatywy do Comedy Central.
  • Chcę się skupić na rozrywce. Cholernie lubię się śmiać. Poza tym przynosiło to jak do tej pory fantastyczne wyniki. Przez śmiech da się całkiem skutecznie wpływać na ludzi.
  • Użeranie się z malkontentami i narzekaczami Kontestacyjnymi działa mi już na nerwy. Gdybym to ja tam zarządzał, parę osób by już dawno wyleciało. Na swoich stronach mam inną politykę: ktoś mi działa na nerwy – wywalam. Dla ludzi odpowiedzialnych, budujących – szacunek i swoboda, dla niedowartościowanych i nudnych malkontentów: zdrowa porcja zamordyzmu.
Zacznie się to wszystko od września, a póki co, zapraszam na eksperymentalny okres przejściowy.
Czyli po prostu piątek wieczór na www.nawalony.tv.
Jutro o 21.00 na żywo z Poznania.
Podziel się z głupim światem
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •