Sam se powieś

2023-05-02Blog241

Z okazji zbliżającej się koronacji powiesiłem sobie na płocie brytyjskie flagi.

I teraz doradzają mi życzliwi nacjonaliści: powieś lepiej polską. Polską mam powiesić? A dobrze, powieszę, owszem. Ale dopiero jak znajdę dla niej odpowiednią szubienicę.

Zgadzam się bowiem ze zdaniem, że polska flaga powinna wisieć.

Zresztą wszelkie flagi, oprócz może pirackiej, mam w tej samej dziurze. Flaga reprezentuje państwo, a wyznawanie państwa to tylko bardziej nowoczesna forma bałwochwalstwa. A ja, tak się zdarzyło, uznaję tylko jednego Boga. Dzięki temu jestem maksymalnie wolnym człowiekiem.

Chyba że ktoś mi wykaże, że to Polska stworzyła wszechświat, kobiety, piwo oraz kubki smakowe. Wtedy wezmę pod uwagę wielbienie Polski. A póki co, zostanę przy starym, dobrym Stwórcy.

Bo z tą Polską to rachunek zysków i strat jest raczej smętny. Bo zastanówmy się, gdyby potraktować Polskę jako rodzaj bóstwa to jaką byłaby boginią?

Myślę, że należałoby ją postrzegać jako boginię krwiożerczą, która pragnie żeby wszyscy wyznawcy z pieśnią na ustach dawali się w jej imię zabijać. No wiecie, ku chwale bogini. Jest to bóstwo zawistne, mściwe, pamiętliwe i skąpe. Uwielbia karać ludzi zaradnych, odważnych i sprawiedliwych. Nagradza nieudaczników, tchórzy, leni. Bardzo lubi ofiary (zwane „podatkami„). Taka ona jest, ta bogini.

O kapłanach tego bóstwa – zwanych urzędnikami – nawet już nie mówię.

Kapłani ci – w większości leniwe pasożyty albo aroganckie mendy – twierdzą, że zawdzięczamy bogini tyle, że się w pale nie mieści. I dlatego trzeba ją czcić, oddawać jej wszystko, biedować i ginąć za nią.

W dupie mam taką religię. Za stary jestem żeby cedzić słowa, więc powiem wprost: niech se każdy wyznaje jaką chce religię, ale polski patriotyzm to jest religia dla jakichś pierdolonych masochistów.

Odkąd pamiętam, to bóstwo traktowało mnie, szeregowego wyznawcę (zwanego „obywatelem„), albo jak niewolnika albo jak dziecko. Od zawsze było brutalnie jasne, kto tu ma komu służyć. Jak byłem mały to zmuszano mnie do marnowania bezproduktywnie lat w świątyni państwa (zwanej „szkołą„), gdzie dostawałem jedną porcję edukacji i dziesięć porcji prania mózgu. Jak byłem duży, to zarzucono jakimiś biurokratycznymi rytuały, które miały za zadanie tylko pokazywać kto tu rządzi. I przez cały czas zabierano mi owoce mojej pracy, bez pytania, bez uzasadnienia. Zamykano mi gębę, zastraszano, terroryzowano i przeszkadzano żyć po swojemu.

A wsadźcie se w dupę całą tą religię, owinąwszy ją flagą. Ja mam jednego Boga. Jeden starczy.

Z kolei brytyjską flagę, to już ciut inaczej. Ją to se mogę nawet czasem na płocie powiesić. Dlaczego?

Bo flaga polska wyraża gotowość do ślepego posłuszeństwa bóstwu i kapłanom. Flaga brytyjska wyraża natomiast radość z faktu, że państwo się raczyło odp***ić. Oraz z faktu, że z okazji koronacji będzie dzień wolny i okazja żeby coś zjeść i wypić.

Dla mnie to dodatkowo radość z tego, że będę mógł oglądać jak prawdziwy król jedzie se w złotej karecie, żeby mu nałożyli na łeb prawdziwą koronę.

I mimo, że to tylko smutne resztki starego świata, to i tak jestem wdzięczny, że patrzę na króla i koronę. Bo pamiętam, że dawniej to ja patrzyłem jak pierwszy sekretarz PZPR całuje się na lotnisku z pierwszym sekretarzem ZSRR, obaj lekko pijani. Pamiętam jaką czułem ulgę, że nikt nie rozumie po polsku, kiedy Wałęsa przemawiał na salonach światowych. Słuchałem jak jeden taki ważny kurdupel śpiewał, że „z ziemi polskiej do wolski”. I patrzyłem jak wsadzają jakiegoś za przeproszeniem Dudę do samochodu, modląc się po cichu, żeby tym razem kierowca w nikogo nie wjechał.

No to co się mi dziwicie, że wolę se popatrzeć na konie, karetę, koronę i króla. Że widzę różnicę między królem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów i tym co on reprezentuje, a Wałęsą, Kaczyńskim, Dudą, Gierkiem i tym co oni reprezentują. Że mam ochotę powiedzieć na koniec „God save the King„, bo mi od tego jakoś przyjemniej niż od zawodzenia, że jeszcze Polska nie zginęła.

Z naciskiem na „jeszcze”.

Podziel się z głupim światem