Szanowny Panie

2015-06-16Blog5610

Chciałem się pochwalić: ktoś mnie właśnie zaprosił na wycieczkę po prestiżowym klubie biznesowym na dachu wieżowca w centrum Warszawy.

Nie wiem z kim mnie pomylił ten ktoś i czy w ogóle zadał sobie trud, żeby sprawdzić do kogo pisze. Pewnie nie, bo gdyby sprawdził to by wiedział, żeby nie pisać „szanowny panie”, a po drugie, że na mnie nie warto wydawać. Bo nic ni mom. Ani domu, ani samochodu ani mieszkania na wynajem. Mam tylko rower. Elektryczny.

Pewnie dlatego mnie zaproszono, że jestem dyrektorem brytyjskiej spółki. Robi wrażenie, nie?

Mniejsze robi fakt, że roczny zysk tej korporacji wynosi mniej niż sto funtów. Wiem, bo sam robię księgowość. I audyty. I doroczne jednoosobowe zebrania udziałowców. I notatki z tych zebrań. Kiedyś były dwuoosobowe, ale druga osoba założyła drugą spółkę. Dodam, że nie mniej udaną.

Aczkolwiek wątpię, że ma aż tak fajną pieczątkę jak ja.

Chciałem więc wykorzystać tą okazję, żeby przypomnieć wszystkim potencjalnym zainteresowanym kontaktami biznesowymi, że każdy kto do mnie pisze zaczynając od „szanowny panie” może liczyć na odpowiedź.

Ironiczną.

Wyłącznie.

A co do kontaktów biznesowych, propozycji pracy lub współpracy – nie mam nic przeciwko temu. Sam się dziwię, że po tylu latach kierowania grupami i szefowania projektom, tak rzadko ktoś się zgłasza. Widać w Polsce jest nadmiar dobrych pracowników średniego szczebla.

Ale jeżeli ktoś uważa, że uprawianie biznesu musi wiązać się z byciem sztywnym, nadętym, przewrażliwionym na własnym punkcie biurokratą, to ja z nim nic wspólnego mieć nie chcę.

Choćby mi oferował nie tylko wędrówkę po dachu drapacza chmur, ale oprowadzanie po samym niebie.

Najpierw być człowiekiem, dopiero potem biznesmenem.

Tak chcę żyć. Nie odwrotnie.

Podziel się z głupim światem