Zostały mi równo trzy tygodnie życia. Mówiąc bez dramatyzmu: starego życia. Szczerze mówiąc: starego dobrego życia.

Jest taka Święta Trójca, do której ponoć wszyscy dążą: Dom, Rodzina, Praca. I ewentualnie Auto. Ach, gdyby tylko słowo „rodzina” zaczynało się na „u”! Oddałoby to dobrze ironię tego świętego dążenia.

Dążymy odruchowo do stabilności i świętego spokoju, do tego słynnego „zdrowia, szczęścia, pomyślności” których się życzy bezmyślnie na urodziny. Ale nikt nie myśli co dalej. Co kiedy Bóg perfidnie pozwoli to osiągnąć?

Okazuje się, że dom jest na kredyt, żona jest gruba, pracy nienawidzisz, a auta stoją w korkach – ale nic już z tym nie możesz zrobić. Nie masz siły. Za duży strach przed utratą tego wszystkiego, cośmy się „dorobili”. Z etatu nie wyjdziesz, bo kredyt, z kredytu nie wyjdziesz bo żona, a od żony nie wyjdziesz, bo lustro. Zostaje tylko rozpędzić się samochodem na austradzie, jechać pół metra za kimś i mrugać mu światłami. Gdyby cię brała ochota na zmiany, Instagram codziennie ci przypomni, że dziś jesteś o 10 lat starszy niż byłeś 10 lat temu.

Więc kontynujuesz Narodowo-Katolicki Program Szczęścia, tworząc po drodze ciekawe neologizmy typu „jakoś to będzie” albo „mogło być gorzej”. I wydaje ci się nawet, że jesteś błyskotliwszy niż inni, kiedy odpowiadając na pytanie „czy jesteś szczęśliwy?” wymyślisz odpowiedź „nie jestem nieszczęśliwy”. Tak samo oryginalną jak życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności.

No dobra, to nie jest moja historia. Ani kredytu, ani korpo-etatu ani grubej baby. Ale i tak udało mi się zasmakować la dolce vita na łonie Trójcy Dążeń Życiowych.

Przyjemne nawet to życie. Coś jakby jeść przez 5 lat wyłącznie ciastka.

Tak się zdarzyło, że za trzy tygodnie cała Trójca wyleci przez okno, i stanę się jednocześnie: bezdomny, bezroboty i porzucony. No biedny miś. Zlitujże się kto nade mną raz, qrva.

Co, odmawiasz litości? No i dobrze, bo masz rację. Bo to co ludzie uznają za katastrofę życiową jest często ratunkiem. Choćby przed przedwczesną śmiercią z życiowego przeżarcia.

Ale czuję się fatalnie. Sprzedawanie, kupowanie, załatwianie spraw, planowanie i liczenie wysysa ze mnie ostatnie resztki energii. Nie mogę się nawet cieszyć tym nadchodzącym Nowym Życiem, bo jestem za bardzo wykończony Starym.

W tej sytuacji podtrzymują mnie dwie rzeczy: Byty Nadprzyrodzone oraz Siły Nieczyste.

Polecam obie, jeżeli jesteś w podobnej sytuacji.

Z Naprzyrodzonych Bóg jest tu zdecydowanie najlepszy i nie wierzcie tym co twierdzą, że to *uj złamany. Bo po pierwsze ci co tak mówią, mówią to samo o wszystkich innych, co pozwala domniemywać, że są to ludzie niemili i niewarci słuchania. A po drugie nawet gdyby i tak było, to i tak nie ma nic lepszego. No możesz wierzyć w ewolucję i naukę, ale pierwsza daje mutacje i raka a druga szczepionki i lockout, więc co to za pożytek.

A z Nieczystych polecam: piwo, wino, rum, w dalszej kolejności wermuty i likiery oraz co tam kto nieczystego lubi. Tylko wódki nigdy nie piję. Bo wódka czysta.

Ktoś kiedyś jeszcze śpiewał „jedyne co ma sens to lewatywy dzban” i twierdził, że od niej stan się poprawi. Ale chyba nie skorzystam. I tak mam już za dużo w dupie.

Ciepłego weekendu i dużo wolności.

Poczytaj więcej:

Podziel się z głupim światem