Artyści generalnie dzielą się na prostackich i rozmemłanych.

Artysta prostacki, to taki który ma coś do powiedzenia i nawet wie co. Coś mu leży, coś go gryzie, więc ubiera to w formę i się wywnętrza. A ponieważ nieraz to co najprostsze przemawia najmocniej, nie ucieka od prostych, wyraźnych form.

Artysta rozmemłany z kolei nie ma bladego pojęcia o co mu chodzi, i wiedzieć nie chce, bo na tym polega sztuka, żeby nikt nic nie rozumiał. Jak coś jest za bardzo zrozumiałe to przestaje być sztuką. No i trzeba obowiązkowo mieszać, wszystko ze wszystkim, jak popadnie. Artysta rozmemłany najbardziej szczęśliwy jest wtedy, kiedy tak pomiesza, że już on sam nie rozumie co stworzył i po co.

Artysta rozmemłany jest obowiązkowo lewicowy, progresywny i woke. Trendy traktuje jak religię, sztukę jak magię, i koleguje się artystycznie tylko z podobnymi do niego inkluzywnymi gościniami wielopłciowymi.

Boję się trochę, że na SLOT Art Festival spotkam tylko artystów rozmemłanych. Że będziemy wszyscy patrzeć w ogień, mieszać wodę i mówić „ach”. Będzie artystycznie bo nikt nie wyjaśni o co chodzi. Ale może nie? Trudno powiedzieć. Widzę, że zespoły muzyczne łączą przynajmniej cztery gatunki muzyczne na raz.

Może to i pięknie i ciekawie, ale ja mam zawsze głód konkretów.

Ja widzę artystę jako przewodnika. A jeżeli przewodnik nie wie dokąd idzie, to po ch mnie bierze na wycieczkę?

Tak, jestem zdecydowanie artystą prostackim.

Tak jak na przykład Jezus.

Bo on też, zamiast sadzić skomplikowane wieloznaczne midrasze, nad którymi rabini głowiliby się potem przez stulecia, opowiadał ludziom proste historyjki o konkretnych sprawach. I w dodatku sam je czasem wyjaśniał, żeby komuś nie wpadło do głowy rozmemływać.

Nic dziwnego, że działał rabinom na nerwy.

Boję się, że ja też działam wielkim artystom na nerwy. Myślę, że zaawansowana artystycznie gościni, co dziś będzie opowiadać na SLOT Art Festival o trudnej sztuce brania dotacji na treści głęboko rozmemłane, by się mogła wkurwić nieco gdybym jej opowiedział, że moją bezczelnie prostą sztukę finansują od lat zwyczajni ludzie bez żadnego przymusu aparatu państwa.

No więc wolę siedzieć cicho. Bo i tak już żaden Prawdziwy Artysta nie chce ze mną gadać. A ona na pewno jest nieporównywalnie lepsza artystycznie niż ja w tym co robi. Głupio mi przychodzić do takich ludzi ze swoją Odą do Dupy, książką „Przegląd Jezusów Polskich” i sztuce „Kontrola” z wytwórni C.U.T.A.S.

Ale jednak ciągle marzy mi się, żeby spotkać drugiego takiego – albo też drugą – co chce być prosty, wyraźny i trafiać w sedno, żeby hukło. A przy tym, żeby było trochę śmiesznie i trochę pięknie.

No, jeżeli nie pięknie, to przynajniej ładnie.

Zobaczymy co zobaczę w tym roku. Jadę.

Poczytaj więcej:

Podziel się z głupim światem